Szum
i szał. We Wrocławiu Dziady! Dziadów
część III w reżyserii Michała Zadary. Napisane przez Adama Mickiewicza w 1832
roku w Dreźnie. Jaka jest geneza utworu? Poloniści głoszą, iż dramat był wyrazem
skruchy ze strony poety, który nie mógł wziąć udziału w powstaniu listopadowym
i żeby zadośćuczynić swojemu narodowi, którego zbrojnie wspierać nie mógł,
napisał utwór ku pokrzepieniu serc. Tak... tak właśnie głoszą poloniści.
Ale
zastanówmy się teraz uważnie nad tą tezą. Mickiewicz wyjeżdża do Drezna na
chwilę przed wybuchem powstania. Pomimo informacji o tym, że jego ojczyzna to
tykająca bomba zegarowa, nie wraca, tylko siedzi bezpiecznie na swoim miejscu.
Następnie, kiedy powstanie upada, Mickiewicz (o zgrozo!) nie wziąwszy w nim
udziału i nie zginąwszy na polu bitwy, postanawia napisać utwór, który musi stać
się hitem, ponieważ 1. nawiązuje do tematyki martyrologicznej (gwoli jasności -
męczeńskiej), 2. wspomina o mesjanizmie (gwoli jasności 2 - Polska Chrystusem
narodów), a po 3. jest dziełem „ku pokrzepieniu serc”, czyli ukazuje jak
wspaniali i patriotyczni są Polacy, a jak beznadziejni i okrutni Rosjanie z arystokracją
(bo powiedzmy sobie otwarcie - nie była ona wtedy uważana za naród jako taki,
bo nie umierała za ojczyznę w męczarniach, a bawiła się na salonach zarzucając
co nieco z francuska). Po czym w ogóle nie wraca do ojczyzny w obawie przed
osądem społeczeństwa, które tak wspaniale wsparł swoim utworem! Tak... teoria,
w której Mickiewicz wykorzystuje moment na to, żeby zabłysnąć i stać się wieszczem
narodowym, jest zdecydowanie passe.
![]() |
| Wpisawszy w google hasło "Adam Mickiewicz karykatura" otrzymałam zaskakujące wyniku... pojawia ją się portrety Słowackiego, Tuska, Stalina, Piłsudskiego, Moniuszki, a nawet Szymona Majewskiego... |
Jednakże wróćmy do tego, że część
Polaków żyje w przeświadczeniu, iż Mickiewicz wielkim poetą był, a Dziady (i
inne utwory romantyczne) to świętość narodowa. Taki stan rzeczy nazywany jest
paradygmatem (konkretnym sposobem widzenia rzeczywistości w danej dziedzinie)
romantycznym. W sformułowaniu tym mieszczą się wiara w takie pojęcia jak:
patriotyzm, walka o wolność narodu, śmierć w walce za ojczyznę, mesjanizm,
martyrologia, solidarność narodowa, jeden naród... Oznacza to, że romantyzm
odcisnął silne piętno na świadomości Polaków i ich podejściu do własnej
ojczyzny. Postrzegamy siebie jako męczenników Europy, którzy wywalczyli sobie
wolność krwią i blizną. Nie mówię, że tak nie jest i nie planuję w tym miejscu
rozwodzić się głębiej nad tym, czy można ogłosić zmierzch paradygmatu
romantycznego, czy nie. Chciałam jedynie wyjaśnić pewne pojęcie, które jest
istotne dla samej interpretacji Dziadów
części III.
![]() |
| Bal u Senatora |
Realizacji
Dziadów w historii teatru polskiego
było wiele (żadna z nich nie odbyła się za życia Mickiewicza), ale żadna nie
była zrealizowana bez skrótów. Oznacza to, że spektakl Michała Zadary uznać
można za polską prapremierę pełnej wersji Dziadów,
co pozwala określić go mianem przedstawienia epokowego, które [być może]
wpisane zostanie do podręczników szkół teatralnych. Nie jest to oczywiście
jedyna cecha, która predestynuje ten spektakl do określania mianem wybitnego.
Zadara
wyciąga z postaci dramatu Mickiewicza wszelkie pokłady komizmu jakie można w
nich znaleźć i dzięki temu sprawia, że stają się one bliższe widzowi - bardziej
ludzkie... zwyczajne... mające swoje niedoskonałości i popełniające błędy. Nie
chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, aczkolwiek i tak niektórzy mogą uznać to
za spoiler, więc ostrzegam: spoilery! (Spoiler Dziadów...) Więźniowie przedstawieni zostali jako pijaczkowie,
którzy zapijają się w więzieniu [sic!] przez to, iż nie mogą walczyć za
ojczyznę, ale także dlatego, że po prostu są więźniami...(cóż więcej mogę rzec
w tym temacie?) tak samo jak Konrad (Bartosz Porczyk), któremu przebywanie w
samotności powoli odbiera zmysły, aż ostatecznie doprowadza do opętania -
niewykluczone, że spada ono na niego przez alkoholizm - z którego [opętania] uratować
może go jedynie ksiądz Piotr (Mariusz Kiljan) - również mały pijaczyna.
![]() |
| Trzeba przyznać, że Konrad generalnie wygląda trochę jak szaman... |
Wielka
Improwizacja poprzedzona zostaje oddaniem moczu [przez Konrada] do wiadra
stojącego w kącie celi, a następnie odśpiewania początku tekstu w sposób
niemalże rytualny. Wtem z widowni odzywa się głos oburzonego widza „Przestań
się drzeć! To jest świętość narodowa!”, na co Porczyk nie reaguje wyjściem z
roli i rozpoczęciem dialogu z owym zdenerwowanym odbiorcą, tylko kontynuując
swój tekst zaczyna go kierować w stronę, z której dobiegł głos, a następnie
ukazuje słynny gest Kozakiewicza uzupełniony środkowym palcem. Oczywiście
sytuacja ta nie jest zapisana nigdzie w Dziadów
części III w związku z czym wnioskuję, iż była to zwyczajna prowokacja w
stylu krakowskiej „hańby!”. Na szczęście Bartosz Porczyk jest wytrawnym
cwaniakiem jeżeli chodzi o takie sytuacje i pięknie z tego wybrnął nie
wychodząc z roli... Wracając do celi. Kim jest odbiorca słów Konrada oprócz
tego, że Bogiem? Jest narysowanym na ścianie krzyżem, jednocześnie
przypominającym twarz, z którym więzień rozmawia jak z kolegą od kieliszka.
Ostatecznie jednak po części wołania Konrada zostają wysłuchane, ponieważ na
scenie pojawia się Bóg... i chociaż słowem się nie odzywa, to... jest... po
prostu.
Obok
Konrada na wywołanie zasługuje Adam Szczyszczaj, który w spektaklu otrzymuje
trzy role (Jana Sobolewskiego, Literata I oraz Pelikana) i do każdej podchodzi
w zupełnie inny sposób - ma się wrażenie jakby oglądało się na scenie za każdym
razem innego aktora. Możecie powiedzieć, że późne, ale Szczyszczaj to oje
odkrycie artystyczne tego sezonu. Uwagę zwraca również rola Pani Rollisonowej
(Ewa Skibińska), która w swojej tragiczności matki mającej świadomość, że jej
dziecko umiera w męczarniach, jednocześnie jest zabawna, kiedy wpada na stół
Senatora, czy kieruje swoje słowa w miejsce, w którym nikt nie stoi. Te postaci
wyciągnięte były „żywcem” z dramatu Mickiewicza - ubrane w kostiumy z epoki,
reprezentujące wartości w tym utworze zapisane. Zupełnie inaczej Zadara
zinterpretował Anioły i Demony... aczkolwiek przyznam szczerze, że tak jak ze
zidentyfikowaniem tych drugich nie miałam większego problemu - reprezentowane
są przez milicję - tak ci pierwsi są dla mnie zagadką... ubrane w dresy, a na
nie nałożone beżowe prochowce... może ktoś z Was rozjaśni mi tę kwestię, której
poruszonej nie zobaczyłam w żadnej z przeczytanych recenzji - kim są Anioły?
Jeżeli
chodzi o konwencję, w jakiej utrzymany został spektakl, to określenia jej nie
da się zamknąć w jednym słowie. Zadara bawi się stylami teatralnymi i pozwala
im się nawzajem przenikać. Od scen naturalistycznych - takich jak oddawanie
moczu przez Konrada, czy zamykanie przed oczami widza niektórych wypowiedzi za
ścianą celi - poprzez stylistykę romantyczną - scenografia malowana zgodnie z
zasadą perspektywy, przedstawiająca miejsce akcji, sceny z Aniołami i Demonami
mające charakter „nadprzyrodzony” i „uduchowiony” - aż po pewnego rodzaju...
zagrania filmowe, w których wyciemnienia dają możliwość pojawienia się na
scenie nowym postaciom, w zupełnie innej konfiguracji oraz zmieniając znaczenie
- mam tu na myśli scenę, w której Konrad ma przywidzenia. Zatem pod kątem tak
stylu, gry aktorskiej, jak i kostiumów spektakl można określić mianem
eklektycznego.
![]() |
| Spójrzcie na tę piękną perspektywę malarską... |
Zadara
daje współczesnemu widzowi dokładnie to, czego ten oczekuje od współczesnego
teatru - nie skraca tekstu, nie nadpisuje nad nim żadnych szczególnych znaczeń,
nie odnosi go bezpośrednio do kondycji współczesnego społeczeństwa (co nie
równa się temu, że nie uwspółcześnia dramatu). Reżyser pokazuje, że Dziadów część III ma tak swoją historię
(kostiumy, tematyka), jak i tę nadawaną mu przez kolejnych reżyserów, którzy
brali ten dramat na warsztat (stroje Demonów). Mam szczerą nadzieję, że taki
stan rzeczy się utrzyma i coraz częściej będziemy mogli oglądać na scenach
teatrów w Polsce realizacje tego typu. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież jest
to cofanie umiejętności do czasów naturalizmu, ale... w rzeczywistości tak nie
jest. Zadara nie zrealizował Dziadów zgodnie
ze wszystkimi didaskaliami umieszczonymi przez Mickiewicza, bo też nie o to w
sztuce chodzi. Dostosował je do wymagań współczesnego widza i w ten sposób
sprawił, że spektakl można postawić na półce z wybitnymi realizacjami tego
dramatu obok Dejmka i Swinarskiego.
źródło zdjęć: internety (źródeł zbyt wiele, by wymieniać)









Świetna recenzja! Super się to czyta. Widać, że masz rozległą wiedzę, którą nie przytłaczasz, tylko intrygujesz. Oby tak dalej!
OdpowiedzUsuń