Dzisiaj
temat zarazem prosty jak i skomplikowany, ponieważ nie wszystkim znany. Zapewne
większość z Was słyszała o festiwalu zwanym Odważny Festiwal, albo przynajmniej
widzieliście na słupach ogłoszeniowych plakaty z mocno intrygującymi zdjęciami
twarzy. Zapewne część z Was dowie się o nim dopiero teraz, a warto się nim
zainteresować, gdyż wydarzenie to jest i wspaniałe i interesujące, i
rozwijające, i... pozwalające zobaczyć to, czego być może sami nigdy w życiu
byście nie odnaleźli (ja na pewno nie, bo nie mam okazji wyruszyć w podróż
dookoła świata). Dlatego zarówno tych pierwszych, jak i drugich, jak i trzecich
zachęcam do przeczytania dzisiejszego wpisu.
Brave Festiwal organizowany
jest co roku we Wrocławiu od 2005. Jego założyciel - Grzegorz Bral - w tymże
roku wyruszył w podróż do Meksyku, aby zobaczyć jak funkcjonuje lud Indian Tarahumarów. Kogo?!
Ta-ra-hu-ma-rów. Jest to jedno z plemion, które nie zostało wymordowane w trakcie
podbojów prowadzonych w Ameryce Północnej, słynące ze sposobu w jaki polują -
biegną tak długo, aż zmęczą zwierzynę. (To się nazywa długodystansowość, a ja
narzekam, jak mam wejść na 5. piętro.) Ich ucieczka rozpoczęła się w XVII wieku,
kiedy na terenach przez nich zamieszkiwanych pojawili się misjonarze jezuiccy
chcący Indian ewangelizować, do której to czynności [Indianie] nastawieni byli
dosyć sceptycznie. I tak ich ucieczka trwała jeszcze w 2005 roku, kiedy do
Meksyku przybył Grzegorz Bral. Dowiedział się wtedy, że tereny, na których
Indianie do tej pory mieszkali, zostały opuszczone. Bral nie postąpił niczym
Lucky Luke i nie wsiadł na konia w poszukiwaniu Tarahumarów, ale! Na szczęście
spotkał człowieka, który się nimi interesował i wiele mu o nich opowiedział... W
związku z ucieczką przed nowoczesnością Indian tych nazwać można ludźmi
wyrzuconymi z kultury, którzy swoją działalność i życie prowadzić mogą tylko na
prowincji z dala od uprzemysłowionego świata.
Druga historia leżąca u podstaw Brave Festiwalu
związana jest z Indiami i Tybetem. Tam szwajcarska aktorka Lee Wyler wraz z
lekarzem tybetańskim dr Akong Tulku Rinpocze pomagają w odbudowywaniu i
utrzymywaniu kultury zajmując się tymi, którzy zostali wyrzuceni na margines
społeczeństwa - w dużej mierze są to dzieci.
Stąd właśnie została zaczerpnięta tak idea, jak
i nazwa festiwalu. Brave - odważny. Festiwal odważnych; artystów, którzy
przyjeżdżają do zupełnie innego świata niż ten, w którym zostali wychowani. Do
miejsca, w którym ich działalność zostanie przyjęta inaczej niż w ich
mateczniku. Przełamują w sobie strach przed odrzuceniem i nieznanym.
Co
zatem jest prezentowane na tym festiwalu? Z czym możemy się spotkać? Otóż każda
edycja festiwalu jest na inny temat z tym, że wszystkie mieszczą się w kręgu
szeroko rozumianej sztuki „rytualnej”. Od 2005 roku odbyło się 10 edycji: Magia głosu, Głosy Azji, Zatopione Pieśni,
Rytuał zaczyna się w Afryce, Wszystkie modlitwy świata, Zaklinacze, Maska,
Wtajemniczenia kobiet, Zaginiony rytm, Święte ciało.
Tegoroczna
edycja będzie nosiła nazwę Griot. Termin ten zaczerpnięty został z
kultury afrykańskiej. Grioci zajmują się przekazywaniem tradycji ustnych i
muzycznych - kultura oralną - co sprowadza się do opowiadania historii. Nie
jest jednak istotny sam fakt opowiadania, ale sposobu przekazywania informacji
oraz to, czego dotyczą - chodzi o podtrzymywanie pewnych tradycji, przekazywanie
ich z pokolenia na pokolenie przy jednoczesnym podążaniu z duchem czasu (na tyle,
na ile życie w tradycji na to pozwala). Sposób,
w jaki opowiadają, jest nierozerwalnie połączony z muzyką i rytmem dlatego też nazwać
go można śpiewem lub melorecytacją. Ja porównuję griotów, do polskich dziadów-podróżników,
którzy kiedyś chodząc od wioski do wioski opowiadali różne ciekawe historie, za
które co dostawali trochę strawy i nocleg, a następnie wyruszali do kolejnej
wioski.
Osobiście
nie miałam nigdy okazji być na Brave Festiwalu, ponieważ cztery lata temu byłam
na to za tępa, a ostatnie trzy lata spędziłam w Krakowie. Wybieram się na niego
w tym roku. Może coś zrozumiem i Wam opowiem ;)
Warto
wspomnieć także o wydarzeniach około festiwalowych - mających na celu
zorganizowanie zajęć dla wszystkich pokoleń. Będą to (jeszcze w czerwcu)
warsztaty dla seniorów, na których będą mogli się nauczyć co nieco o kulturze
afrykańskiej, a następnie podczas finału projektu zaprezentować owoce swojej
pracy i opowiedzieć własne historie. Dzieci zostaną zaproszone na poranki z
opowiadaniami, a my? Co my? Młodzież i dorośli? Wbijamy na pokazy i słuchamy opowieści!
Ach!
Zapomniałabym o jednej najważniejszej informacji. Zanim pojawią się sapy, że
bilety drogie, czy coś.
1. Być może nigdy
więcej nie będziecie mieli okazji zobaczyć tego rodzaju pokazów, ponieważ nie
wiecie, co stanie się z przedstawicielami danej kultury za [nawet] kilka dni.
2. Być może
nigdy nie będzie Was stać na szczepionkę przeciwko malarii.
3. „Cały dochód ze sprzedaży biletów na festiwalowe
wydarzenia przekazywany jest na rzecz programów edukacyjnych prowadzonych przez
międzynarodową organizację charytatywną ROKPA.”
źródła zdjęć: wikipedia
źródła informacji: strona internetowa brave festival











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz