środa, 29 kwietnia 2015

Brave Festiwal - rytualna strona teatru

Dzisiaj temat zarazem prosty jak i skomplikowany, ponieważ nie wszystkim znany. Zapewne większość z Was słyszała o festiwalu zwanym Odważny Festiwal, albo przynajmniej widzieliście na słupach ogłoszeniowych plakaty z mocno intrygującymi zdjęciami twarzy. Zapewne część z Was dowie się o nim dopiero teraz, a warto się nim zainteresować, gdyż wydarzenie to jest i wspaniałe i interesujące, i rozwijające, i... pozwalające zobaczyć to, czego być może sami nigdy w życiu byście nie odnaleźli (ja na pewno nie, bo nie mam okazji wyruszyć w podróż dookoła świata). Dlatego zarówno tych pierwszych, jak i drugich, jak i trzecich zachęcam do przeczytania dzisiejszego wpisu.






           Brave Festiwal organizowany jest co roku we Wrocławiu od 2005. Jego założyciel - Grzegorz Bral - w tymże roku wyruszył w podróż do Meksyku, aby zobaczyć jak funkcjonuje lud Indian Tarahumarów. Kogo?! Ta-ra-hu-ma-rów. Jest to jedno z plemion, które nie zostało wymordowane w trakcie podbojów prowadzonych w Ameryce Północnej, słynące ze sposobu w jaki polują - biegną tak długo, aż zmęczą zwierzynę. (To się nazywa długodystansowość, a ja narzekam, jak mam wejść na 5. piętro.) Ich ucieczka rozpoczęła się w XVII wieku, kiedy na terenach przez nich zamieszkiwanych pojawili się misjonarze jezuiccy chcący Indian ewangelizować, do której to czynności [Indianie] nastawieni byli dosyć sceptycznie. I tak ich ucieczka trwała jeszcze w 2005 roku, kiedy do Meksyku przybył Grzegorz Bral. Dowiedział się wtedy, że tereny, na których Indianie do tej pory mieszkali, zostały opuszczone. Bral nie postąpił niczym Lucky Luke i nie wsiadł na konia w poszukiwaniu Tarahumarów, ale! Na szczęście spotkał człowieka, który się nimi interesował i wiele mu o nich opowiedział... W związku z ucieczką przed nowoczesnością Indian tych nazwać można ludźmi wyrzuconymi z kultury, którzy swoją działalność i życie prowadzić mogą tylko na prowincji z dala od uprzemysłowionego świata.




Druga historia leżąca u podstaw Brave Festiwalu związana jest z Indiami i Tybetem. Tam szwajcarska aktorka Lee Wyler wraz z lekarzem tybetańskim dr Akong Tulku Rinpocze pomagają w odbudowywaniu i utrzymywaniu kultury zajmując się tymi, którzy zostali wyrzuceni na margines społeczeństwa - w dużej mierze są to dzieci.

Stąd właśnie została zaczerpnięta tak idea, jak i nazwa festiwalu. Brave - odważny. Festiwal odważnych; artystów, którzy przyjeżdżają do zupełnie innego świata niż ten, w którym zostali wychowani. Do miejsca, w którym ich działalność zostanie przyjęta inaczej niż w ich mateczniku. Przełamują w sobie strach przed odrzuceniem i nieznanym.




Co zatem jest prezentowane na tym festiwalu? Z czym możemy się spotkać? Otóż każda edycja festiwalu jest na inny temat z tym, że wszystkie mieszczą się w kręgu szeroko rozumianej sztuki „rytualnej”. Od 2005 roku odbyło się 10 edycji: Magia głosu, Głosy Azji, Zatopione Pieśni, Rytuał zaczyna się w Afryce, Wszystkie modlitwy świata, Zaklinacze, Maska, Wtajemniczenia kobiet, Zaginiony rytm, Święte ciało.

Tegoroczna edycja będzie  nosiła nazwę Griot. Termin ten zaczerpnięty został z kultury afrykańskiej. Grioci zajmują się przekazywaniem tradycji ustnych i muzycznych - kultura oralną - co sprowadza się do opowiadania historii. Nie jest jednak istotny sam fakt opowiadania, ale sposobu przekazywania informacji oraz to, czego dotyczą - chodzi o podtrzymywanie pewnych tradycji, przekazywanie ich z pokolenia na pokolenie przy jednoczesnym podążaniu z duchem czasu (na tyle, na ile życie w tradycji na to pozwala).  Sposób, w jaki opowiadają, jest nierozerwalnie połączony z muzyką i rytmem dlatego też nazwać go można śpiewem lub melorecytacją. Ja porównuję griotów, do polskich dziadów-podróżników, którzy kiedyś chodząc od wioski do wioski opowiadali różne ciekawe historie, za które co dostawali trochę strawy i nocleg, a następnie wyruszali do kolejnej wioski.























Osobiście nie miałam nigdy okazji być na Brave Festiwalu, ponieważ cztery lata temu byłam na to za tępa, a ostatnie trzy lata spędziłam w Krakowie. Wybieram się na niego w tym roku. Może coś zrozumiem i Wam opowiem ;)

Warto wspomnieć także o wydarzeniach około festiwalowych - mających na celu zorganizowanie zajęć dla wszystkich pokoleń. Będą to (jeszcze w czerwcu) warsztaty dla seniorów, na których będą mogli się nauczyć co nieco o kulturze afrykańskiej, a następnie podczas finału projektu zaprezentować owoce swojej pracy i opowiedzieć własne historie. Dzieci zostaną zaproszone na poranki z opowiadaniami, a my? Co my? Młodzież i dorośli? Wbijamy na pokazy i słuchamy opowieści!




Ach! Zapomniałabym o jednej najważniejszej informacji. Zanim pojawią się sapy, że bilety drogie, czy coś.
1. Być może nigdy więcej nie będziecie mieli okazji zobaczyć tego rodzaju pokazów, ponieważ nie wiecie, co stanie się z przedstawicielami danej kultury za [nawet] kilka dni.
2. Być może nigdy nie będzie Was stać na szczepionkę przeciwko malarii.
3. „Cały dochód ze sprzedaży biletów na festiwalowe wydarzenia przekazywany jest na rzecz programów edukacyjnych prowadzonych przez międzynarodową organizację charytatywną ROKPA.




źródła zdjęć: wikipedia
źródła informacji: strona internetowa brave festival







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz