poniedziałek, 23 marca 2015

Podróż Zimowa E. Jelinek w reżyserii Pawła Miśkiewicza - analiza

Podróż Zimowa... Elfriede Jelinek... Wyreżyserowana przez Pawła Miśkiewicza...




 O reżyserze słów kilka chcę wpleść na początek, aby było wiadomo, o czyjej i jakiej estetyce będzie mowa.



Z wykształcenia tak aktor jak i reżyser, co daje mu ogląd na świat teatru z obu stron rampy. Ceni się to bardzo w zawodzie reżysera, ponieważ pozwala myśleć, że potrafi on tak pokierować swoimi aktorami, jakby on sam chciał być pokierowany, kiedy to on stałby na scenie. Miśkiewicz grał i aktorsko wychowywał się pod okiem Krystiana Lupy (o którym też na pewno pojawi się informacja) i to on właśnie jawi mu się jako człowiek, który miał bardzo duży wpływ na jego rozwój artystyczny. Nie oznacza to, że Miśkiewicz kopiuje Lupę. Nie. Oznacza to, że zaczerpnął od niego pewne elementy, które później rozwinął podług własnych pomysłów.




W pracy z aktorem nad rolą stawia na aktora i jego stosunek do postaci, którą ma zagrać. Nie interesuje go analiza bohatera sensu stricte ale właśnie to, co aktor może do tej postaci wnieść, z czym się utożsamić. Interesuje go na pewno czas i człowiek w tym czasie, człowiek przemijający w czasie i czas przemijający w człowieku. Tak bym powiedziała bez względu na to jak dziwnie i patetycznie to brzmi. Po prostu jesteśmy istotami przemijającymi czy tego chcemy, czy nie. Miśkiewicz lubi duble, albo raczej polubił pokazywanie na scenie tej samej postaci, w różnych okresach jej życia, granej przez różnych aktorów/aktorki (przykładami mogą być Peer Gynt, Alicja w Krainie Czarów, Podróż Zimowa). W ten sposób autor pokazuje nie tylko fakt, że każdy z nas zmienia się podczas swojego życia, ale nawet posuwa się do stwierdzenia, że stajemy się zupełnie innymi osobami. I ja się z nim zgadzam. Uczeni doświadczeniem i pogłębiając analizę otaczającego nas świata stajemy się bardziej świadomi tego, co się dzieje i jak się dzieje, przez co mechanizmy, w które wchodzimy czasami zmieniają nas całkowicie. (No ja wiem, że kto analizuje ten analizuje, ale pozwólcie mi na ten moment przynajmniej pozostać w swoim świecie wyobraźni.)

Zrealizowana w Teatrze Polskim we Wrocławiu, na Scenie na Świebodzkim, Podróż Zimowa opiera się na bardzo prostych, aczkolwiek wieloznacznych symbolach:
Po lewej stronie wisi stary zegar z kukułką będący wyznacznikiem czasu scenicznego, życiowego oraz pulsu życia.
Scena skonstruowana jest w formie koła, które obraca się niczym historia, która kołem się toczy; jak karuzela dziecięca obraca się i wywołuje zza metalowej rolety kolejne wcielenia Jelinek - przynosi je na świat zza żelaznej kurtyny (ograniczenia życia scenicznego/artystycznego).
Połowa sceny jest odsłonięta i pokazuje wnętrze teatralnej machiny. Naprzeciwko widzów ustawione zostało okno, w którym widnieją ich odbicia, bo tak naprawdę widownia również jest jednym z bohaterów tego przedstawienia. Świadczy o tym chociażby od samego początku, przez bardzo długi czas, zapalone na widowni światło - Halina Rasiakówna/Elfriede I widzi wszystkich swoich odbiorców. Pod koniec spektaklu nawet siada pośród widzów i staje się jednym z nich.




Ważną rolę odgrywają media i to, co za ich sprawą jest przedstawiane. Po prawej stronie stoi mały telewizor, ale na metalowej rolecie wyświetla się to samo, co jest pokazywane na nim. Są to: opowieść Elfriede IV/Agnieszki Kwietniewskiej, która ubrana tylko w bieliznę leży w sterylnie białej przestrzeni szpitalnej, a jej ciężarne ciało wystawione zostaje na pokaz. Ona sama w dość komiczny sposób opowiada o sobie i fakcie bycia kobietą. Jakie to piękne. I niecielesne. Eteryczne. Właściwie to cały spektakl wypełniony jest dużą dozą komizmu i strasznie żałuję, że nie mogłam się śmiać, bo akurat bolało mnie gardło...




          Następnie na telewizorze wyświetla się dokument z mieszkania porywacza Natashy Kampusch? Elizabeth Fritzl?, a na żywo przed nami chodząca w tę i wewtę jęczy i charczy Maja Kleszcz. Z całym szacunkiem dla strun głosowych tej artystki i tego, co potrafi z nimi wyczyniać... to, co słyszałam na scenie teatru polskiego, było dla mnie jedną z największych katorg jakimi kiedykolwiek katowałam swój delikatny narząd słuchu... Matko bosko. Rozumiem, że to miały być jęki wywołane stosowanym wobec więzionej okrucieństwem i wyśpiewana jej tragedia, ale... dżizas! To było tak tragiczne, że nie mogłam powstrzymać się od niestosownego w teatrze komentarza wyrażającego moje zniesmaczenie.




Na szczęście popisy aktorskie dalej zaskakiwały. W szczególności Małgorzata Gorgol, która miałam okazję podziwiać już u Pawła Świątka w Mitologiach. Tak samo jak w tamtym spektaklu, tutaj również popisała się świetnym warsztatem aktorskim i... brakiem oporów. Jeżeli ktoś kocha piękne ciało, albo chce poczuć, że jest strasznie gruby i brzydki, to zapraszam na Podróż Zimową i obejrzenie kreacji aktorskiej Gorgol ubranej w białą sukienkę, jeżdżącej na rolkach, na włosach dwa warkoczyki i tylko ulepimydziś bałwana brakowało w tle.




Jednakże nie tylko Maja Kleszcz wywołała we mnie ból egzystencjalnoartystyczny. Z przykrością muszę stwierdzić, że Ewa Skibińska - kobieta o fantastycznym potencjale aktorskim - od jakiegoś czasu zamykana jest w pewnym schemacie. Nazwałabym to niewyżytą nimfomanką, ekstra sex bombą, wiecznie żywym sexappeal’em, a... przecież na dużo więcej ją stać. Nie wiem z czego to może wynikać, czy z faktu, iż jej ciało samo prosi o to, aby tak je przedstawiać, czy może reżyserowie zapomnieli, że nadawanie kalek aktorom skończyło się razem z piece bien faite.







I Elfriede II/ Krzesisława Dubielówna, która tak umiejętnie meandruje pomiędzy powagą, a ironią, że niewyrobiony widz, lub nieznający jej stylu, może pogubić się i nie wiedzieć, czy powinien się śmiać, czy płakać, albo przynajmniej wzruszyć. Można oczywiście tak jak pędzące stado baranów na jednym z nagrań zapuszczanych przez Miśkiewicza na rzutniku, ruszyć z tłumem i śmiać się wtedy, kiedy on, ale jakiż ma to sens?




Jelinek, jako osoba jednej grzywy i koloru cienia do powiek tak też została zobrazowana.  W 2004 roku otrzymała Literacką Nagrodę Nobla za umiejętne demaskowanie stereotypów i absurdalności życia w swoich utworach. Samego tekstu Podróży zimowej nie przeczytałam, więc na temat tego jak ma się to, co zrobił Miśkiewicz, do tego, co napisała Jelinek, nie będę się wypowiadać. Aczkolwiek w najbliższym czasie uzupełnię wpis o te właśnie przemyślenia, a następne realizacje oparte na konkretnych tekstach literackich taką analizę posiadać będą.





          Ja osobiście za Elfriede Jelinek nie przepadam. Podróż Zimowa to chyba tylko jedna z dwóch jej książek, których nie miałam okazji trzymać w rękach, co jest aż dziwne. Jakkolwiek przełamałam się i do teatru poszłam. Chociaż premiera miała miejsce 30 listopada zeszłego roku, to jednak tak naprawdę ilu z Was miało już okazję go obejrzeć?


Źródło zdjęć: wyborcza.pl oraz internety
Źródło informacji o Miskiewiczu: culture.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz