wtorek, 17 marca 2015

Dionizos? Bachus? Dionizje Wiejskie, Miejskie i fallusy. Dużo fallusów.

O co tyle hałasu i kim był ten Dionizos/Bachus? I co to te Dionizje? I dlaczego fallusy? Dużo fallusów?

Zacznę od początku. Dionizos to grecki bóg wina i ekstazy- ponieważ pozwalał uczestnikom swojego rytuału (bachanaliów) na doświadczenie bycia pomiędzy ziemią i niebem. To bóg podwójnie urodzony- jego matka (Semele) była kochanką Zeusa.
Któregoś dnia, namówiona przez (zazdrosną) Herę, ubłagała swojego kochanka, aby objawił jej się w swojej prawdziwej boskiej postaci... czyli jako ekhm piorun. Co poskutkowało spaleniem ciekawskiej kobiety i zaszyciem w udzie Zeusa płodu, którym był Dionizos. Tylko dlatego uznawany jest za boga- ponieważ jego drugie narodziny nastąpiły z uda Zeusa...boga. Wypadek ten sprawił również, iż łączy on w sobie dwa pierwiastki- życia i śmierci- jednocześnie, dzięki czemu może być zarówno bogiem komedii jak i tragedii.

Oto i właśnie Dionizy nasz wspaniały. Jest to charakterystyczny sposób przedstawiania tego boga - z kiścią winogron i kielichem w dłoni. Przy okazji przyodziany jest jedynie w wieniec laurowy i swoje ulubione perfumy- alkoheul no. 69

Mówi się, że do Aten przybył z Elutherai (eleutheria oznacza wolność, a Dionizje wprowadzono po ustanowieniu w Atenach ustroju demokratycznego) i przez to, że trafił do miasta z już ukształtowanymi pewnymi rytuałami religijnymi, nie został niestety zbyt dobrze przyjęty. I to właśnie ze względu na tę okrutną zniewagę postanowił ukarać mieszkańców Aten! Spuścił na wszystkich mężczyzn permanentną erekcję, której mogli się pozbyć jedynie oddając Dionizosowi cześć poprzez użycie swoich fallusów (if you know what I mean). To dlatego właśnie fallus jest symbolem dionizyjskim, a pochód na jego cześć nazywany jest ithyfallicznym (ithyphallos = penis we wzwodzie). Więc jakby się tak zastanowić, to... fallusozabawa jest rodzajem świętego rytuału.

Satyr z fallusem we wzwodzie biegający w dużej bańce mydlanej. Satyrowie byli obok Bachantek, Menad i Sylenów, jednymi z towarzyszy Dionizosa.


Święto Bachusa składało się z 4 części i trwało przez 4 miesiące: rozpoczynało się Dioznizjami Wiejskimi (od połowy grudnia do połowy stycznia), poprzez Lenaje (od połowy stycznia do połowy lutego), Antesterie (od połowy lutego do połowy marca) aż po- przyłączone w późniejszym czasie - Dionizje Miejskie (od połowy marca do połowy kwietnia).

            Dionizje Wiejskie (czyt. jedna wielka popijawa) odbywały się w grudniu, bo młode wino było wtedy już na tyle dojrzałe, że można było je spokojnie otwierać i pić na cześć boga Dionizosa podczas ceremonii w jego świątyni. (Oznacza to, że większość studentów jest wyznawcami Dionizosa przez niemalże 365 dni w roku.)

Dionizje Miejskie ustanowił Pizystrat i święto to otwarte było dla każdego kto w czasie jego trwania pojawił się w Atenach. Składało się z procesji na cześć Bachusa, oraz agonów (konkursów): komediowego i tragicznego. W czasie festiwalu nie pracowano, a co więcej, nawet więźniowie za kaucją otrzymywali wolne, żeby móc wziąć udział w świętowaniu... jak łatwo się domyślić nie wszyscy chętnie i pokornie wracali po festiwalu do więzienia. Z czego dokładnie składały się Wielkie Dionizje?

Właśnie dlatego był bogiem ekstazy. Bachanalia odbywały się z uczestnictwem kobiet, które podobno po pewnym czasie rozbestwiły się tak bardzo, że zakazano bachanaliów jako wydarzenia nad wymiar orgiastycznego. Obraz namalowany przez Augusta Leveque.

1. Pro-agon - czyli „przed konkurs” był tak naprawdę zaprezentowaniem siebie i fabuły (logosu) swoich utworów przez autorów, publiczności, jeszcze przed rozpoczęciem Dionizjów. Aktorzy nie mieli masek, ani kostiumów- byli sobą, nie bohaterami. Ze względu na to, że w regularnej części konkursowej brało udział trzech tragików z których każdy miał wystawić po trzy tragedie i jeden dramat satyrowy, oraz pięciu komediopisarzy- każdy z jedną komedią, co daje do zaprezentowania w sumie 17 utworów... prezentacja taka trwała prawdopodobnie cały dzień.

           2. W dwa dni po pro-agonie, w wigilię dionizjów, kiedy śnieg nie padł, a kolęd nie śpiewano, bo to było przed narodzinami Chrystusa - miało miejsce eisagoge, czyli pochód - wniesienie do teatru drewnianego posągu Dionizosa. Rytuał ten odtwarzał przybycie Bachusa z Elutherai do Aten. Rozpoczynano go od wyniesienia posągu z małej świątyni na południowym zboczu Akropolu i przeniesienia do świątyni poza murami miasta, w której aż do zapadnięcia zmroku składano bogu ofiary i śpiewano hymny. Następnie posąg umieszczano na specjalnie przygotowanym i ustrojonym wozie po to, aby przewieźć go do teatru. Figura nie stanowiła jedynie metafory obecności Dionizosa. Ona była bogiem. Początkowo na pewno posąg musiał być w teatrze podczas przedstawień, ponieważ sadzano go na widowni i traktowano jako jednego z uczestników agonu. Dopiero w V w. p. n. e. Perykles nakazał wybudowanie Dionizosowi nowej świątyni, a Alkamenesowi wykonanie posągu ze złota i kości słoniowej, co zadecydowało o tym, że nie był on już więcej wynoszony poza ‘swój domek’.

3. Pierwszego dnia Dionizjów, już z samego rana, kiedy słońce dopiero co budziło się do życia, ruszała festiwalowa procesja, w której uczestniczyć mogły nawet kobiety. Wypuszczali je z kuchni. Tak. Robili to. Procesja była bardzo kolorowa, niesiono bukłaki z winem, choregowie szli ze swoimi chórami ubranymi w falliczne kostiumy satyrów. Kapłani nosili  przedmioty religijne... czyli fallosy... i kosze na ofiary bezkrwawe.
Pierwsze konkursy zaczynały się wieczorem. Były to agony dytyrambów- pieśni pochwalnych na cześć Dionizosa wykonywanych przez chóry męskie i chłopięce. Aktorzy-tancerze występowali w wieńcach, bez masek. Chóry reprezentowały poszczególne fyle, każdy składał się z 50 osób, a zwycięstwo danego chóru nie było przypisywane jemu samemu, ale całej fyl.

4. Drugi dzień festiwalu to agon komediowy - wstęp na konkurs był płatny i nie były to małe sumy, a uczestnictwo w konkursie było obowiązkiem obywatelskim (zwolnieni z niego byli jedynie najbiedniejsi obywatele, bo musieli mieć za co nie kupić jedzenia i nie nakarmić dzieci) - opłatą były dwa obole, co stanowiło 1/3 dniówki wioślarza. Co więcej? Płatny był każdy dzień festiwalu z osobna. Ale za to widzowie podczas agonów mogli pić wino, jeść przekąski i dodatkowo obrzucać jedzeniem aktorów, których nie lubili... Jako że wyglądało to zapewne jak ostra biba, wielka libacja i machanie fallusami, to nie raz pod koniec dnia to wszyscy aktorzy byli nielubiani.
Komedie były satyrycznym przedstawieniem obywateli poszczególnych fyl. Oczywiście nie naśmiewano się z ludu, bo przecież panowała demokracja... było to niebezpieczne. Nabijano się głównie z bogaczy i wpływowych osobistości (np. poetów). Komedie miały być bardzo inteligentne i w komiczny sposób wytykać niedogodności życia codziennego.

5. Trzeci, czwarty i piąty dzień to agony tragiczne. Zanim jednak doszło do pokazów dramatycznych odbywała się tzw. libacja, czyli sponde - płynna ofiara, która miała stanowić niejako rodzaj ochrony dla ryzykownych przedsięwzięć. Ze względu na to, że już od trzech dni wszyscy pili wino, teraz trzeba było się nim podzielić z bogami, coby się nie obrazili.

W innym wypadku mógłby ich spotkać straszny los... np. rozszarpanie przez Menady. W końcu Penteusza, w Bachantkach Eurypidesa, rozszarpały...

Teatr był wznoszony w miejscu świętym i poświęcony był bogowi Dionizosowi. Znajdował się w nim ołtarz ofiarny i świątynia. To w tym miejscu bóg objawiał się widzom, a wszystkie wydarzenia pokazywane na scenie nabierały charakteru realnego bez względu na to, czy odnosiły się do rzeczywistych wydarzeń... bo przecież działy się w miejscu świętym. Deal with it.

Ale skoro to wszystko to były konkursy, to ktoś musiał wybierać? Tak. Wybierali sędziowie. Każda z fyl typowała kilku reprezentantów, którzy [ewentualnie] mogliby być sędziami, bo np. mięli wyjściowe twarze. Sędziów wybierało losowanie - nazwiska wrzucano do urn i losowano prawdopodobnie dowolną ilość osób w zależności od reguł ustalanych przed danym agonem. Grecy chyba bardzo lubili przypadek i losowanie, bo o tym, kto wygrał agon również takowe decydowało. Sędziowie pisali na karteczkach swoje typy, wrzucali do urny, a potem nie liczono głosów, tylko losowano 5 karteczek i na ich podstawie ogłaszano zwycięzców. Byli przekonani, że taki sposób typowania zwycięzców daje pewność, że nagroda jest zasłużona.

Tak tak. Ta końcówka jest na miarę wspaniałych opisów z pewnego jednego miejsca, którego nazwy nie będziemy wymawiać na głos. Ale jest tak tylko dlatego, że wszystkie te kwestie będą poruszone w osobnych postach. 
P.S. Nie umiem pisać zakończeń. 


Swoje wpisy piszę po dokładnej konsultacji z różnymi źródłami naukowymi. Siadamy na kafce i dyskutujemy o tym, co by tu napisać. Z czasem będą pojawiały się też filmy. Dzisiejszy wpis jest w dużej mierze inspirowany książką prof. M. Kocura.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz